Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.

O społeczną kulturę postrzegania ryzyka

06.05.2019

Poniższy artykuł to rozwinięcie wypowiedzi prof. Zbigniewa Kledyńskiego - prezesa KR PIIB wygłoszonej podczas Konferencji „Odpowiedzialność społeczna zawodów zaufania publicznego” w trakcie panelu: Kierunki rozwoju w aspekcie przyszłości samorządności zawodowej, akcentującej wspólne dla wszystkich zawodów zaufania publicznego elementy profesjonalizmu. W artykule powtórzono propozycję wspólnego obszaru prospołecznej i prozawodowej aktywności samorządów zawodów zaufania publicznego. Celem podjętej inicjatywy byłyby środowiskowe działania podnoszące społeczną świadomość i rozumienie różnego rodzaju ryzyk związanych z zawodami zaufania publicznego oraz kształtujące społeczną kulturę postrzegania ryzyka.

Konferencja została zorganizowana przez Mazowieckie Forum Samorządów Zawodów Zaufania Publicznego, któremu w tym roku przewodniczy Okręgowa Izba Pielęgniarek i Położnych w Radomiu.

 

© xreflex - stock.adobe.com

 

Pojęcie zagrożenia i ryzyka

W języku polskim - i pewnie jeszcze w kliku innych - brakuje rozróżnienia, jakiego dostarczają anglojęzyczne: hazard i risk. Oba odnoszą się do przypadkowości, rachunku prawdopodobieństwa i statystyki matematycznej, ale drugie - dodatkowo - do ekonomiki, w tym tej najdelikatniejszej natury, bo dotyczącej ludzkiego zdrowia i życia.

Hazard oznacza prawdopodobieństwo wystąpienia zdarzenia, w szczególności takiego, które może powodować różnego rodzaju straty. W swoim pierwotnym historycznie znaczeniu wiązano je z wynikiem gier losowych, czego pozostałością jest m.in. pojęcie gier hazardowych.

Risk z kolei wiąże się już ze skutkami niekorzystnego zdarzenia i jest kojarzone ze stratami, jakie owo niekorzystne zdarzenie, gdy już zaistnieje, może spowodować.

I hazard, i risk są w wielu dziedzinach ludzkiej działalności analizowane, szacowane i coraz częściej próbujemy nimi zarządzać, tj. wpływać na nie różnymi środkami, a przez to dążyć do ich minimalizacji. O ile hazard bywa emocjonalnie ambiwalentny, techniczny i oddawany zwykle profesjonalistom, o tyle risk - poprzez wyobrażenie skutków oraz związanych z nimi strat, zwłaszcza ofiar śmiertelnych - najczęściej postrzegane jest subiektywnie i emocjonalnie, co włącza do katalogu środków oddziaływania elementy psychologii, socjologii i kształtowania świadomości społecznej (np. poprzez media).

 

Profesjonalne zarządzanie ryzykiem

Z punktu widzenia profesji zagrożonych niepowodzeniami lub błędami: „Ryzyko to forma działania w warunkach niepewności” [4]. Właściwie w każdym z obszarów takiej działalności podejmuje się różnego rodzaju analizy owej niepewności, próbuje ją określić ilościowo i przez to zapewnić bezpieczeństwo. Służą temu celowi różnego rodzaju normatywy, instrukcje oraz procedury. Zwykle jednak operują one ryzykiem w części hazard, a tylko niektóre z nich sięgają po elementy prowadzące do risk. Między innymi dlatego, że określanie strat w całej ich materialnej i niematerialnej złożoności, a zwłaszcza zarządzanie ryzykiem, wykracza poza kompetencje np. inżynierii.

Dla inżyniera ryzyko nie jest więc czymś „zewnętrznym”, niepojmowalnym i nieobliczalnym. Ryzyko (w sensie hazard) to dopełnienie bezpieczeństwa, tak jak zawodność jest dopełnieniem niezawodności. Jeśli więc staramy się powiększać zakres bezpieczeństwa, to towarzyszy temu pomniejszanie ryzyka (głównie poprzez redukcję czynnika hazard). Gdy staramy się doskonalić technologie, czynić je łatwiej dostępnymi i wszechstronnie bezpiecznymi, to w istocie nie robimy nic innego, jak redukujemy ryzyko.

Analiza ryzyka (w sensie risk) dysponuje wieloma narzędziami, zależnymi od przedmiotu zainteresowania [1], ale zawsze jej wyniki powinny być konfrontowane z ryzykiem akceptowalnym przez jednostki i tolerowanym przez społeczeństwo:

  • ryzyko akceptowane to taki jego poziom, na który zgadzają się wszyscy, których życie lub praca mogą być bezpośrednio zagrożone;
  • ryzyko tolerowane to taki jego poziom, na który społeczeństwo przyzwala, jeśli wymaga tego osiągnięcie określonych korzyści.

To powyższe wielkości, konfrontowane ze stanem faktycznym, wyznaczają społeczne oczekiwania lub przyzwolenie na alokację środków, które mogą ryzyko zredukować.

Bowiem nawet w najszczytniejszym działaniu zmierzającym do obniżenia ryzyka obowiązuje zdrowy rozsądek. W zarządzaniu ryzykiem reprezentuje go zasada ALARP (as low as reasonably practicable), czyli dążenie do takiego minimalizowania ryzyka, które będzie racjonalnie - czytaj: ekonomicznie - wykonalne. Szczególnie w zarządzaniu ryzykiem, podejmowaniu decyzji w tym zakresie nie sposób ograniczyć się do analiz inżynierskich, ale należy wejść w dialog społeczny, bowiem dopiero w nim możemy skonfrontować się ze społeczną kulturą postrzegania ryzyka, a wpływa ona na przywołane wcześniej wielkości ryzyka akceptowanego i tolerowanego. Przykłady to: różnice w ryzyku tolerowanym dla śmierci w górnictwie (od zera do kilkudziesięciu ofiar rocznie w przypadku katastrofy) lub budownictwie (ponad sto ofiar każdego roku!), zmagania z ruchem antyszczepionkowym lub medycyną alternatywną, przyzwolenie na papierosy, alkohol i narkotyki versus system ubezpieczeń zdrowotnych, restrykcje prawne a wypadki drogowe itp.

Ryzyko było, jest i będzie. W epoce płynnej nowoczesności nie sposób udawać, że go nie dostrzegamy. Musimy nauczyć się z nim żyć, a jeszcze lepiej - jak nim zarządzać.

 

Odbiór społeczny - tradycje, psychologia, edukacja

W epoce preindustrialnej człowiek - mimo indywidualnych przejawów egzystencjalnego buntu - wykazywał pokorę wobec losu. Wobec bolesnej straty krzepił się wyjaśnieniem: Bóg dał, Bóg wziął. W epoce industrialnej ludzkość zażądała gwarancji bezpieczeństwa, czemu towarzyszył cywilizacyjny projekt postępu i wyzwolenia z rozlicznych ograniczeń. Tymczasem ta swoista emancypacja człowieka, wykluczając z niej świat pozaludzki, a więc przyrodę nieożywioną oraz królestwa roślin i zwierząt, poprzez rozwój nauki oraz rozliczne technologie wyzwalała nas wprawdzie od różnorodnych zagrożeń, ale jednocześnie zwiększała zakres związków między człowiekiem a naturą. Dziś, w epoce postindustrialnej, w epoce późnej nowoczesności, nie sposób nie przejmować się nieoczekiwanymi konsekwencjami naszych działań, odrzucać za nie odpowiedzialność. Musimy brać pod uwagę niezliczone czynniki, jak np. klimat, morza, lasy lub geny, czynniki, które do tej pory umieszczaliśmy gdzieś „na zewnątrz” naszych konkretnych, także technicznych działań. Tymczasem nie tylko globalizacja oraz ekologia uświadamiają nam, że nie ma czegoś takiego jak „na zewnątrz” - wszystko jest ze sobą powiązane, współzależne i nieomal co chwilę dowiadujemy się o kolejnych relacjach warunkujących coraz chwiejniejszą równowagę. „Podnosimy nieustannie kwestie ryzyka nie dlatego, że żyjemy w świecie coraz bardziej zagrożonym (...), ale dlatego że konsekwencje naszych czynów nieoczekiwanie stały się samym jądrem definicji działania” [2]. Towarzyszy temu rosnące zapotrzebowanie na jeszcze więcej bezpieczeństwa w warunkach jeszcze większej swobody.

 

Czytaj też: Przyczyny wypadków na rusztowaniach

 

Zawody zaufania publicznego a postrzeganie ryzyka

W społeczeństwach pozbawionych edukacji skomplikowane kompetencje nauczyciela, lekarza lub inżyniera traktowane są na równi z szamańskimi i nie rzadko są obarczone etosem Siłaczki lub doktora Judyma. Tam, gdzie rozwija się cywilizacja masowego konsumpcjonizmu, wysoko wykwalifikowana działalność zawodowa ma dostarczać usług objętych gwarancjami i rękojmią, osadzonymi w gąszczu paragrafów; staje się towarem jak każdy inny.

Misyjność, poświęcenie i służebność trafiają do kodeksów etycznych profesji, a stamtąd - w efekcie rosnącej presji społecznej - do stanowionego prawa. Nadieżda Mandelsztam w swojej autobiografii [3] napisała, że: „Półwykształcenie to najgorsza forma ciemnoty”. Za tym stwierdzeniem stoi rozumienie pełni wykształcenia nie jako formalnych stopni edukacji i związanych z nimi zakresów określonej wiedzy, ale przede wszystkim jako poznanie ograniczeń oraz pozyskanie świadomości, że pełnia wiedzy jest zawsze względna, a dużo ważniejsze od tego, co już wiemy, jest to, czego jeszcze nie znamy.

 

Czy przywołane słowa nie mają i dziś bolesnej aktualności?

Rośnie liczba osób z dyplomami, dostęp do informacji stał się banalnie prosty, a wszystko to razem utwierdza beneficjentów boomu edukacyjnego i rozwoju technologii cyfrowych w przekonaniu, że są uprawnieni do zdecydowanych sądów na każdy temat. Tymczasem profesjonalista musi wiedzieć więcej, może i w węższym zakresie, ale szczegółowo i skutecznie. Tak, aby nie zawieść zaufania i zapewnić bezpieczeństwo. Dostrzegam w tym rozmijanie się niezbędnego, specjalizującego doskonalenia się osób wykonujących np. zawody zaufania publicznego z rosnącą, fałszywą pewnością siebie tych, którzy, może i formalnie wykształceni, nie posiedli jednak świadomości ograniczeń nabytych kompetencji. Stąd tylko krok do braku powściągliwości w sądzeniu, do braku szacunku dla wiedzy i doświadczenia wiedzących więcej oraz bardziej doświadczonych, krok do podważenia niezbędnego zaufania. Zjawisko to jest tym bardziej groźne, że dotyczy spraw fundamentalnych - bezpieczeństwa, a za to w większej lub mniejszej skali odpowiadają wszyscy wykonujący zawody zaufania publicznego. To w interesie społecznym i naszych środowisk jest, aby społeczeństwo edukowało się w postrzeganiu różnego rodzaju ryzyk i tam, gdzie występują obiektywnie ograniczone możliwości ich redukcji, brało na siebie współodpowiedzialność.

 

Rola samorządów zawodów zaufania publicznego w budowaniu kultury postrzegania ryzyka

Z punktu widzenia samorządów zawodów zaufania publicznego sytuacja wymaga wyważonego podejścia. Z jednej strony naszą rolą jest budowanie profesjonalizmu naszych członków i ich obrona, gdy są niesłusznie atakowani za domniemane błędy. Z drugiej jednak strony musimy dbać o to, aby eliminować osoby niekompetentne i nieetyczne w postępowaniu. Chcielibyśmy poprzez takie działania powiększać niezbędne zaufanie, a więc i pewność odbiorców naszych usług, ale musimy także pamiętać - właśnie jako profesjonaliści - o ograniczeniach naszych możliwości i tą świadomością dzielić się odpowiedzialnie z innymi. To także element budowania zaufania i bezpieczeństwa uprawiania zawodu. Budujmy więc społeczną kulturę postrzegania ryzyka dla dobra wspólnego!

 

prof. Zbigniew Kledyński

Polska Izba Inżynierów Budownictwa

 

Literatura

  1. Z. Kledyński, Stan i perspektywy analizy ryzyka bezpieczeństwa zapór w Polsce, XIII Międzynarodowa Konferencja Technicznej Kontroli Zapór, Stare Jabłonki, 24-27 czerwca 2009 r.
  2. B. Latour, Ekologia to ślepa uliczka, „Dziennik”, 29-30.11.2008.
  3. N. Mandelsztam, Wspomnienia. Druga księga, Wydawnictwo Agora, 2016.
  4. Risk assessment in dam safety management, Bulletin 130 CIGB-ICOLD, 2005; wydanie polskie: Ocena ryzyka w zarządzaniu bezpieczeństwem zapór, POLCOLD, IMGW, Warszawa 2007.

 

Przeczytaj też: Etyka i odpowiedzialność zawodowa inżynierów budownictwa - fundamentem zaufania społecznego

www.piib.org.pl

www.kreatorbudownictwaroku.pl

www.izbudujemy.pl

Kanał na YouTube